Czy istnieją koty antyalergiczne?

Prawda czy mit – kot syberyjski/neva masquerade kotem antyalergicznym


Od długiego czasu w wielu ogłoszeniach oferujących kocięta syberyjskie lub neva masquerade pojawia się informacja o rzekomej hipoalergiczności tych ras. Ujmowane jest to w sposób różnoraki - „kocięta są hipoalergiczne”, „koty tej rasy nie uczulają”, „mają antyalergiczne futerko”, „nadają się dla wszystkich alergików” itp.
Nic bardziej mylnego, a i krzywdzącego dla tych pięknych kotów. Nabywcy, wierząc w te zapewnienia, kupują kota, a potem okazuje się, że kot jednak uczula. Komfortową sytuacją jest gdy zwierzak wróci do hodowcy, tragiczną, gdy kot trafia do schroniska albo na ulicę.
Niestety argument o antyalergiczności najczęściej jest wykorzystywany przez pseudohodowców, dla lepszego zareklamowania „towaru”.
Tak naprawdę alergenem nie jest, jak wszyscy mniemają kocie futerko jako takie, ale wydzieliny gruczołów łojowych, ślinowych oraz skórnych. Najsilniejszym alergenem jest wydzielina gruczołów przyodbytniczych. Kot myjąc się rozprowadza wraz z naskórkiem wszystkie te wydzieliny po futerku i stąd bierze się mit że to sierść kota uczula. Zwierzak gubiąc podszerstek wraz z przyklejonymi fragmentami naskórka roznosi go po całym mieszkaniu. Jest on lekki, więc unosi się w powietrzu, co roznosi alergeny.
Są oczywiście sposoby na zminimalizowanie skutków roznoszenia alergenów. Istnieją uczuleni hodowcy, którzy nie wyobrażają sobie życia bez swoich ukochanych kotów, więc odczulają się, pozbywają dywanów, zasłon i firanek, bardzo często odkurzają, by w mieszkaniu było jak najmniej uczulającego czynnika.
Faktem jednak jest, że zdarzają się przypadki nieuczulania alergików przez koty syberyjskie i neva, są to jednak przypadki sporadyczne i nie można na ich podstawie definiować tezy o hipoalergiczności tych ras.
Jako hodowca spotkałam się z przypadkiem uczulonej dziewczynki, która wchodząc do mieszkania znajomych posiadających persa, natychmiast zaczynała kichać, łzawić i odczuwać duszności. Jej rodzice gdzieś przeczytali informację o rzekomej antyalergiczności syberyjczyków, a ponieważ mieszkali w naszym mieście trafili do nas. Zaproponowaliśmy wizyty „sprawdzające”.
Mała odbyła trzy kilkugodzinne wizyty u nas w domu, wśród naszych 9-ciu kotów – syberyjczyków i neva. Uczulenie się nie pojawiło. Państwo zakupili od nas rudego kocurka i wszystko jest dobrze po dziś dzień.
Mieliśmy jednak i przypadek odwrotny. Młody ksiądz zakupił od nas koteczkę (nigdy wcześniej nie miał kota, a koci przyjaciel był jego marzeniem). Niestety, na drugi dzień kotka wróciła do hodowli. Okazało się że ksiądz jest tak silnie uczulony, że w nocy o mało się nie udusił. Nie miał pojęcia że jest alergikiem. Marzenie o posiadaniu kota prysnęło.
Dlatego nigdy nie można generalizować, że jakaś rasa uczula lub nie. Nie ma na to reguły, każdy kot i każdy alergik to przypadki indywidualne.
Podobno Amerykanie metodą ingerencji w genetykę stworzyli kota, który nie wywołuje symptomów alergii. Testy na uczulonych ochotnikach ponoć przyniosły bardzo zadowalające efekty. Natomiast cena kota to 7 tysięcy dolarów.
Moim zdaniem jednak, na tą chwilę między bajki możemy włożyć tą podaną jakiś czas temu przez media informację.
Wniosek jest jeden, nie należy wierzyć w zapewnienia osoby sprzedającej kociaki (celowo nie używam słowa „hodowca”) że jego koty nie uczulają. Jeżeli jesteśmy uczuleni, lub mamy w domu np. uczulone dziecko, umówmy się z hodowlą z prawdziwego zdarzenia i spędźmy tam jak najwięcej czasu. Wtedy okaże się czarno na białym, czy możemy mieć kociaka z te hodowli czy nie. Nigdy nie kupujmy kotka „w ciemno” bo skrzywdzimy i siebie i zwierzątko.

 

Monika Strażyc – Słońce Sajan*PL (tekst napisany dla portalu koty.pl)